17 kwietnia 2015  o  13:56 Autor: Piotr Stelmaszyk

Otto Von Bismarck 1894Niemiecki panteon zaludniają tytani: Otto I, Otto III, Fryderyk Barbarossa, Luter, Fryderyk II Wielki, Göthe i Schiller, Kant i Hegel, Bach i Wagner. Dziesiątki, setki luminarzy, bez których kultury i cywilizacji europejskiej niepodobna sobie wyobrazić. Od ponad stu lat poczesne miejsce w tym gronie zajmuje Bismarck. Dla naszych zachodnich sąsiadów postać ze spiżu. Dla Polaków – „polakożerca”, germanizator i wróg wszystkiego, co polskie. Dla jednych i drugich postać symboliczna. Miał tego świadomość.

Otto von Bismarck urodził się 1 kwietnia 1815 roku w Schönhausen w Niemczech wschodnich, zmarł 30 lipca 1898 roku we Friedrichsruh niedaleko Hamburga. Dzieciństwo spędził w Konarzewie koło Nowogardu, żonę poznał w Trzygłowie koło Gryfic. Ona pochodziła z Barnowiec koło Bytowa, on w 1867 roku nabył majątek Warcino koło Miastka, który wkrótce stał się jego ulubioną rezydencją.

Miał ich kilka. Rodowe Schönhausen kazał wysadzić szef wschodnioniemieckich komunistów Walter Ulbricht, a Friedrichsruh podczas wojny zbombardowali alianci. Ocalało Warcino, gdzie w przestronnym pałacu mieści się technikum leśne i – od pewnego czasu – coś w rodzaju miejsca pamięci słynnego lokatora. Dziś to prawdziwa atrakcja turystyczna, cel wielu wycieczek z głębi Niemiec. I kuracjuszy z pobliskiej Ustki, Słupska i Kołobrzegu.

Znam te miejsca od dzieciństwa. Nie wiem, czy więcej mówią o żelaznym kanclerzu, czy o nas samych i niedawnej historii. Wieża Bismarcka nad jeziorem w Szczecinku nosi imię Przemysława, wieżę w Złotowie wysadzono w powietrze w 1968 roku, wieżę w Lęborku zamieniono na nadajnik radiowy (imienia Mariana Buczka) zakłócający audycje Radia Wolna Europa, a wieżę w Świdwinie nazywano dla niepoznaki strażacką. Urodziłem się 500 metrów od tej wieży i 300 metrów od domu, w którym przyszedł na świat Rudolf Virchow, genialny lekarz, polityk i polihistor [1], wynalazca słowa Kulturkampf przypisywanego Bismarckowi i jeden z jego największych przeciwników. Nawet studentom historii wszystko to się myli.

Miastko, które mijamy jadąc z Poznania do Słupska, miało do 1945 roku pomnik Bismarcka. Dziś jego fragment można oglądać na tyłach kościoła, to fragment pomnika… Chrystusa Króla. W Warcinie zwiedzających wita okazała figura… Marii Konopnickiej. Niemcy odwiedzający to miejsce biorą ją przeważnie za żonę Bismarcka, Joannę z Puttkamerów. Ta bowiem w Warcinie zmarła i przez cztery lata, aż do śmierci męża (i ekshumacji do Friedrichsruh) spoczywała w pałacowej cieplarni. Konopnicką w Warcinie postawiono na warcie. Miała stawić czoła całej niemieckiej historii.

Czy możliwy jest wyważony sąd o Bismarcku? Zdaniem jednego z niemieckich intelektualistów, nigdy nie zrozumieli go Niemcy. Czy mają szanse zrozumieć go Polacy? Wiemy, że „krwią i żelazem” zjednoczył Niemcy. Czy jednak odpowiada za pierwsza wojnę? Zdaniem Wilhelma II, jako kanclerz prowadził politykę defensywną, niegodną wielkiego mocarstwa. W 1890 roku otrzymał dymisję. Żył jeszcze 8 lat. Czy można mówić o „kontynuacji niemieckiej historii”, której istotnym etapem jest Bismarck, a po nim Mein Kampf i Adolfa Hitlera?

Kulturkampf dla większości Polaków oznacza germanizację i walkę z polskością. Dla naszych zachodnich sąsiadów mogą to być skojarzenia zaskakujące. Dla nich Kulturkampf, to ostry spór o kształt, formę, a nawet sens zjednoczenia Niemiec. To hasło, które Virchow rzucił przeciwko Bismarckowi. Wiąże się z różnicami między protestantyzmem i katolicyzmem, ambicjami władców poszczególnych państw niemieckich i zadawnioną niechęcią między północą, a południem kraju. Virchowowi marzyły się Niemcy zjednoczone w sferze ducha, budowane na fundamencie świeckiej kultury. Bismarckowskie uważał za trywialne i cyniczne. Podobnie oceniał samego kanclerza. Z pewnością pod określeniem „zdziczały geniusz” (Juliana Klaczki) i jednocześnie „najbystrzejszy polityk swego stulecia” (Józefa Feldmana) chętnie by się podpisał. Podobnie jak podpisałoby się wielu Polaków, Niemców, Duńczyków czy Francuzów. Agenor hrabia Gołuchowski, minister spraw zagranicznych Austro-Węgier z upodobaniem nazywał go „kanalią”. Bismarck o Gołuchowskim mówił, że to „ekstremalny polski nacjonalista”, co jest określeniem dużo łagodniejszym. Polacy mieli Gołuchowskiego za kosmopolitę. Bismarck przestrzegał, że to pozór i maska. Jeśli tylko ją hrabia zrzuci, to nieszczęście gotowe. Zrozumienie istoty tej obsesji jest rzeczą arcyważną. Prusy powstały na ziemi nieniemieckiej. Do potęgi doszły w wyniku rozbiorów Polski. Zdaniem Bismarcka odbudowa Polski musiałaby się dokonać kosztem Prus, którym Niemcy zawdzięczają wielkość. Kosztem jego prawdziwej ojczyzny.

Inną sprawą jest stosunek żelaznego kanclerza do Kościoła. Nie była to walka wydana katolikom przez oszalałego czy mściwego protestanta. Bismarck do późnej starości był w sprawach wiary „ekstremalnie sceptyczny”, a pietyzmem zainteresował się – jakkolwiek by to nie brzmiało – wyłącznie z powodów miłosnych. Wojnę zaś wydał nie kościołowi, lecz kłopotliwej odrębności Bawarii (utrzymującej się do dziś i chętnie manifestowanej). Na straży tej odrębności stał kościół katolicki oraz poprzedniczka dzisiejszej chadecji (CSU), Centrum Partia Katolicka z Ludwikiem Windhorstem na czele (nocami Bismarck nie sypiał, bo go nienawidził). W wyborach do parlamentu Rzeszy jeden front stanowili Centrum, polscy katolicy, ateista Virchow, Duńczycy i wolnomyśliciele rozmaitej maści. Ta koalicja wiele mówi. I zniechęca do łatwych sądów.

Skrzydlate słowa… Dla polityków, to piekło albo raj. Polacy pamiętają głównie zachętę Bismarcka: „Bijcie Polaków, ażeby aż o życiu zwątpili. Mam wielką litość dla ich położenia, ale jeśli chcemy istnieć, nie pozostaje nam nic innego…”. Nie trzeba dodawać, że nie chodziło o przemoc fizyczną. Bismarck lubił taki styl. W podobnym tonie wypowiadał się na temat pruskiego drylu, którego nie znosił, pruskiej arystokracji, którą gardził i wielu przeciwników politycznych, których nie cierpiał. O Polakach mamy różne wypowiedzi. Przekonywał na przykład, że ludność na kresach Rzeczypospolitej poddawano polonizacji ogniem i mieczem, on zaś do germanizacji Polaków używa tylko prawa i cywilizacji. Przyznawał nam też mistrzostwo „w konspiracyjnym współdziałaniu znanym w całej Europie” i przestrzegał, że górując nad Rosjanami zręcznością i wykształceniem, wywieramy zgubny wpływ na rosyjską opinię, nastawiając ją przeciw Niemcom. Niewielu wie, że Bismarck uczył się języka polskiego, a niektóre nasze słowa wyraźnie lubił. Do siostry zwracał się czasem ”malinko”, do żony „czarna kotko” lub „miła duszo”. Psycholog powiedziałby, że to szczegół nie bez znaczenia. Czy można sobie wyobrazić Adolfa Hitlera, który do Ewy Braun szepcze słodko : „miła duszko”?!

Skojarzenie Bismarcka z Hakatą [2] narzuca się samo. Tyle, że Hakata w krainie asocjacji leży niedaleko swastyki. Niewielu zapewne podejrzewa, ile w tej groźnej organizacji niemieckiej było polskich wzorów i zapożyczeń. Ziemiaństwo wielkopolskie było solidarne z włościaństwem (sojusz „małych i wielkich rolników”) i mieszczaństwem (hrabia Mielżyński i Karol Marcinkowski działali w duchu pracy organicznej). Ziemiaństwo niemieckie na taką solidarność z niemieckim chłopem nigdy się nie zdobyło. Wielkopolskie pałace Kennemanna czy Tiedemanna w połowie nawet nie były dla ludności niemieckiej tym, czym dla polskiej były dwory Chłapowskich czy Mielżyńskich. Toteż chłop niemiecki nie czuł się tutaj dobrze. Solidarności nie doświadczał i przy pierwszej okazji migrował w głąb Reichu. Wielkopolska się „odniemczała”.

We wrześniu 1894 roku do Warcina ruszyła pielgrzymka Niemców znad Warty. Liczyła ponad półtora tysiąca osób. Nim jednak dotarła do celu, pątnicy mogli zaopatrzyć się w mydło Bismarcka, noże Bismarcka, a także tabaki, haczyki i spławiki z jego inicjałami oraz „książęce podobizny niepojętej brzydoty”. Bismarck na emeryturze był u szczytu popularności. Dowcipkował, marudził i żalił się na niesprawiedliwość tego świata. Przypominał figury współczesnej popkultury i już po śmierci padł ofiarą paparazzich. Do Niemców z Wielkopolski, odebrawszy hołdy, przemawiał długo i zawile. Krytykował propolską (sic!) politykę swego następcy i wzywał rodaków do zgody i jedności w obliczu polskiego zagrożenia. Przestrzegał też przed szlachtą i klerem, ale ponieważ podobnie jak większość hakatystów ulegał mitowi „pięknej Polki”, słowa narodowej pieśni: „Deutsche Frauen, deutsche Treue” (Niemieckie kobiety, niemiecka wierność) zabrzmiały w Warcinie jak obietnica skruszonych niemieckich grzeszników…

Są Niemcy utrzymujący, że Bismarck Niemcy zepsuł. Że ów cywil przebierający się w wojskowy uniform (i tak przedstawiany na pomnikach) zafascynował naród poetów i filozofów nagą brutalną siłą. Że o wiele lepsze byłoby całkiem inne zjednoczenie. I ani mocarstwowa pozycja państwa, ani imponujące ustawodawstwo socjalne Rzeszy tego nie wyrównują.

Inni Niemcy uważają, że te szkody oczywiście zostały wyrównane. Że Bismarck otrzeźwił Niemców, wyrwał z niemocy, poprowadził do zjednoczenia i nie pozwolił popaść w polityczne mazgajstwo.

Należę do gatunku biografów sceptycznych. Uważam, że każda próba głębszego zrozumienia człowieka (a co dopiero takiego jak Bismarck) skazana jest na ograniczony sukces, o ile nie klęskę. Bismarck był i nie był z żelaza. To polityczny geniusz. Nieziemska inteligencja. Nie spał, cierpiał, kochał, nienawidził, zdradzał, wybuchał płaczem. Pogrążony w depresji potrafił na długie dni zniknąć z Berlina, by zaszyć się w Warcinie. Pisał tak dobrze, że byłby może laureatem literackiej nagrody Nobla, gdyby ją wówczas przyznawano. O drzewach i krzewach potrafił opowiadać jak wytrawny przyrodnik lub wrażliwy poeta. Zaskakiwał w najmniej oczekiwanych chwilach. Zakochał się w Angielce dla jej genealogii. Poślubił przyjaciółkę swojej wielkiej miłości. Z urzędem kanclerskim rozstał się „jak odprawiona pokojówka, a nie jak mąż stanu”. Był wielkoduszny, pamiętliwy i mściwy. Był wielki i był mały.

 

[1] polihistor

[2] Hakata

 

2015-07-01

23 czerwca 2015 r. w Centrum Kongresowo-Dydaktycznym Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu miała miejsce gala podsumowująca projekt „eSzkoła Wielkopolska – Cyfrowa Dziecięca Encyklopedia Wielkopolan”. Zobaczcie relację filmową z tego wyjątkowego wydarzenia!

2015-06-30

Od 23 do 28 czerwca 2015 r. w Poznaniu miała miejsce wystawa Cyfrowej Dziecięcej Encyklopedii Wielkopolan. W okolicach starego Rynku zostało zaprezentowanych dwadzieścia biogramów Wielkopolan, zarówno tych powszechnie znanych, jak i osób, których sława nie wykracza poza